Japońska firma z branży gier wideo zmieniła proces rekrutacji, każąc kandydatom rysować na miejscu w obecności rekruterów, by zweryfikować autentyczne umiejętności i uniknąć oszustw z generatywnym AI. Po zatrudnieniu "artystów", których portfolio było napompowane sztuczną inteligencją, studio zauważyło braki w ich pracy. Główny grafik, anonimowo cytowany przez Daily Shincho jako pan B, wyjaśnił: "Wielu twierdzi, że obrazy z AI to ich dzieła, a po zatrudnieniu nie potrafią wnosić wkładu". Ta zmiana, choć pracochłonna i retro, jest stosowana też w innych firmach. W Polsce, gdzie rośnie sektor gier (np. CD Projekt RED) i kreatywnych studiów, ta strategia ostrzega przed zagrożeniami AI dla rekrutacji – polscy artyści i deweloperzy mogą napotkać podobne pułapki, co wpływa na uczciwość rynku pracy, rozwój umiejętności i konkurencyjność gospodarki. Mimo debaty wewnętrznej o zatrudnianiu specjalistów AI, pan B podkreśla: "To ludzcy twórcy tworzą przekonujące postacie od zera". Dla Polaków to sygnał, by inwestować w realne talenty, zanim AI zdominuje branżę gier i designu.